Alghero DOC · Vermentino · Cannonau
Co pić
Równina za Alghero — Nurra, wapienna i niska — to jedna winnica za drugą i ma własną denominację. Alghero DOC, zatwierdzona w 1995 roku, dopuszcza osiem szczepów, ale liczy się jeden: Torbato, biała odmiana uprawiana prawie nigdzie indziej na świecie. Przyszła w stuleciach katalońsko-aragońskich, wysyłano ją na dwór Aragonii, a w XX wieku niewiele brakowało, żeby zniknęła. Areał do dziś nie przekracza stu hektarów.
Butelką, którą zobaczysz najczęściej, jest jednak Aragosta — Vermentino di Sardegna ze spółdzielni Santa Maria La Palma, po raz pierwszy zabutelkowane w 1967 roku i nazwane od langusty z talerza. Linia chodzi w okolicach 2,7 miliona butelek rocznie, co czyni spółdzielnię największym producentem sardyńskiego Vermentino we Włoszech i wynosi słowo Alghero na etykietę w kawale świata.
Dwie kolejne nazwy pokrywają większość kart. Vermentino to biel wyspy — napięta, słona, zrobiona pod wszystko, co wychodzi z morza — a w Gallurze na północnym wschodzie trzyma jedyną sardyńską DOCG. Cannonau to czerwień: genetycznie ta sama odmiana co Grenache i Garnacha, choć czy przypłynęła z Hiszpanii na Sardynię, czy odwrotnie, nie jest rozstrzygnięte. Zwęglone pestki winogron ze stanowisk nuragijskich mają około 3200 lat, czyli sporo przed jakimkolwiek aragońskim okrętem.
Drugą czerwienią Alghero jest Cagnulari i niewiele brakowało, żeby nie przetrwał: od lat sześćdziesiątych winiarze karczowali go na rzecz odmian bardziej plennych, aż w 1970 roku Giovanni Maria Cherchi zaczął go sadzić na nowo w Usini, pół godziny w głąb lądu. Jest wyraźnie taniczny, trudniejszy w uprawie niż większość sardyńskich odmian i robiony w małych ilościach. Słodsze i dziwniejsze jest Anghelu Ruju od Sella & Mosca — wzmacniane Cannonau nazwane od nekropolii odsłoniętej w obrębie samej posiadłości, gdzieś między winem a deserem.